„Czy na pewno jesteśmy we właściwym pociągu?” – to pytanie towarzyszyło nam aż do odjazdu zatłoczonych wagonów. 
Rajd liczył około trzydziestu uczestników, zaczynał się długi (4-dniowy) weekend, a pociąg zmierzał do obleganych kurortów, więc znalezienie miejsca nie było rzeczą prostą. Tylko nielicznym udało się dopaść siedzeń – większość była poupychana w przedsionkach i korytarzach. Obok mnie znalazły się Ania D. i Ewa, które postanowiły przespać całą drogę (nic w tym nadzwyczajnego – na dworcu mieliśmy się stawić już o 5:50) oraz Tomek K. i Łukasz z którymi rozmawiałam (a czasem monologowałam) na przemian o polskim systemie edukacji, polityce, pracy... W tym samym czasie Paweł najpewniej zagadywał na śmierć Kamila, który jechał tym samym pociągiem co my, ale nie na rajd Redemptora lecz na WF Politechniki Wrocławskiej, Magda i Marta miały jakieś przygody o których nie chciały dokładnie opowiedzieć, a Radek – nasz wódz – starał się zlokalizować uczestników Rajdu, ponieważ to on dzierżył bilety grupowe i trzeba to było jakoś kontroli wyjaśnić...
Rajd liczył około trzydziestu uczestników, zaczynał się długi (4-dniowy) weekend, a pociąg zmierzał do obleganych kurortów, więc znalezienie miejsca nie było rzeczą prostą. Tylko nielicznym udało się dopaść siedzeń – większość była poupychana w przedsionkach i korytarzach. Obok mnie znalazły się Ania D. i Ewa, które postanowiły przespać całą drogę (nic w tym nadzwyczajnego – na dworcu mieliśmy się stawić już o 5:50) oraz Tomek K. i Łukasz z którymi rozmawiałam (a czasem monologowałam) na przemian o polskim systemie edukacji, polityce, pracy... W tym samym czasie Paweł najpewniej zagadywał na śmierć Kamila, który jechał tym samym pociągiem co my, ale nie na rajd Redemptora lecz na WF Politechniki Wrocławskiej, Magda i Marta miały jakieś przygody o których nie chciały dokładnie opowiedzieć, a Radek – nasz wódz – starał się zlokalizować uczestników Rajdu, ponieważ to on dzierżył bilety grupowe i trzeba to było jakoś kontroli wyjaśnić...